Krótka medytacja z aniołami.
Jeszcze coś tu dzisiaj napiszę.
Miałam w tym tygodniu dwa wyraźne sny. Znaczenia pierwszego nie rozszyfrowałam, pamiętam z tego, że w pewnym momencie osoba uważana przez nas za przyjazną okazała się jakimś intruzem czy najeźdźcą. Był to taki młody mężczyzna w okrągłych okularkach, jakich swego czasu było wiele w świecie reklamowym. Tak mi się zdawało, że to biorobot bo można było unieszkodliwiać osobno jego organy np. kiedy się nacisnęło przycisk jakby oka to pojawiał się komunikat "ściemniało. Co mnie w tym śnie uderzyło to to, że wszyscy ruszyli do obezwładniania biorobota i wszyscy byli zgodni z otoczenia, nie było walki sił dobra ze złem tylko zgodne postanowienie.
Kolejny sen, chyba 13. lutego, też nie pozostawił mi nieprzyjemnych odczuć.
A było tak, że gdzieś się z Ewą wybierałam z Hiszpanii i siedziałyśmy wybierając loty przed wyszukiwarkami.
Patrząc na te ceny nie wybrałyśmy nic.
I nagle przypomniałam sobie, że ja już zarezerwowałam w Lufthansie, ale przez to, że Ewa mi "namieszała" zapomniałam. Wkurzyłam się i lot był chyba o 14.58 i patrzę na zegarek a jest jakieś 20 minut wcześniej, więc było jasne, że nie dotrę na lotnisko i przegapię lot. Uczucia przy tym oprócz irytacji, ze coś zapominam były OK.
Dlatego dzisiaj (15.II) bardzo uważałam, żeby nie zaspać - lot był bardzo wcześnie. Nastawiłam dwa budziki. Okazało się,. że jeden budzik nie zadzwonił, bo był nastawiony na OFF a drugiego nie słyszałam! Ale jakiś impuls mnie wybudził i się zerwałam, jednym susem! Tak mniej więcej oporządzona pojechałam na lotnisko, gdzie miałam zarezerwowany lot Lufthansą. Dostałam bilet. I tu wieść, że samolot jest spóźniony godzinę! To się w Lufthansie nie zdarza nagminnie, choć Ryanair napisał na swoich samolotach "Bye, bye, Latehansa", żeby podkreślić swoją wyższość pod kątem punktualności. Oczywiście o tym pomyślałam. Ale zaraz przyszła kolejna informacja, że lot całkowicie anulowano! Śnieżyce wyłączyły lotnisko z Monachium na parę godzin z aktywnego użytkowania. Zdecydowałam się przebukować na następny dzień. Wracam do domu i co widzę - że nie zabrałam internetu mobilnego ani pendrive'a z danymi. Nadrobiłam też trochę pracy i dzięki temu nie jadę tak obładowana, bo zabieram mały komputer podróżny. Coś w tym jest, co nie?
Anastazja mówi, że to jasne przekazy, tylko my mamy tak zaplątane myśli, że ich nie umiemy odczytać. Czyli intuicja wiedziała wcześniej - ale to nie Ewa "namieszała" ;-)
No hay comentarios:
Publicar un comentario