Tworzenie...
Myślę, co najbardziej mi utkwiło z Anastazji. Niektóre historie czytam już czwarty raz i znam na pamięć.
Ale ich znaczenie jakby na nowo rozumiem.
To już trzy lata, kiedy ostatni raz sięgałam po tę książkę.
To, czego najbardziej potrzebuje ludzka dusza to tworzyć, współtworzyć i podążać własną ścieżką nawet, jeżeli te dzieła będą inne, niż wszystkich lub będą się różniły od wyznawanych kanonów.
Najważniejsza jest wolność i radość z tworzenia!
Ważne jest przyspieszanie myśli - nie wpajanie różnych faktów i dogmatów, lecz poddawanie do rozwiązania różnych kwestii. Tak, żeby dziecko musiało pomyśleć. Ale dlaczego dziecko? Niech dorośli też muszą rozwiązywać zadania i myśleć - koncepcyjnie - a nie zgodnie z utartymi schematami.
Myślę, że dlatego w pewnym momencie praca przestaje cieszyć, gdyż wchodzi się na utarte ścieżki i kończy się radość tworzenia. Podążamy tym samym traktem po raz kolejny i czujemy, że coś jest nie tak. To właśnie to, o czym mówił Nelson Mandela, nie boimy się swojego cienia, boimy się swojego światła.
Ale w każdym momencie możemy się zdecydować współtworzyć z Bogiem.
Trzeba uświadomić sobie cel swojego życia. Nikt nie został stworzony, aby gnać w nieznanym kierunku. Każdy ma cel i przeznaczenie ma swoje sam określić.
Prędkość i czystość myśli zwiększa się w kontakcie z naturą. W obserwowaniu boskich stworzeń: spacerującej muszki, lecącego ptaka, szumiącego drzewa, rozgwieżdżonego nieba, przesuwających się chmur, przemieszczającego się ku światłu kwiatu. Kontakt ze stworzeniami Boga pozwoli łatwiej myśl jego zrozumieć i tworzyć rzeczy doskonałe, zbliżone do jego myśli.
A codzienna dyscyplina? Jest ważna, tak myślę.
Ale taka dyscyplina jak rzeka w korycie, nieprzymuszona. Ważne, żeby w procesie rozwoju brało udział serce, aby nie był mechaniczną dyscypliną.
Medytacja z Wami od 6.40.
Dziękuję Oleńko za przypomnienie idei Anastazji!
No hay comentarios:
Publicar un comentario