Dziś: Dalej zwiedzamy Santander - i mała wycieczka po okolicach.
Wszak te okolice to perełka, jak u nas Beskidy, trudno powiedzieć. Gdzie się nie ruszysz to warto wysiąść z auta i poobserwować otoczenie.
Dzisiaj wyprawa na przylądek Cabo Mayor z latarnią
i małej wioski Comillas, znanej z Kaprysu Gaudiego - Capricho de Gaudi
i konwentu cysterskiego, do którego nie weszliśmy - nawet do ogrodu bo nie zwiedza się go w niedziele. Dość powiedzieć, że lubiąski jest większy. W każdym razie wygląda o wiele bardziej imponująco i jest to argument, aby mieć własny aparat przy sobie.
Jest jeszcze zameczek z małym kościółkiem.
A wszędzie cisza... jeżeli nie liczyć małej pizzerii i baru na dole.
I samo miasteczko - stanowi jeden z punktów na drodze do Santiago de Compostella.
Może by się wybrać pieszo ze 100 km?
Na koniec tego dnia typowy, kantabryjski widoczek.
Uściski
No hay comentarios:
Publicar un comentario